poniedziałek, 9 stycznia 2012

WOŚP 2012


Niecały rok temu przyszły na Świat moje dwie Gwiazdy. Były wcześniakami z bliźniaczej ciąży patologicznej – urodziły się z cesarki na oddziale neonatologii pod czujnym okiem lekarzy w Instytucie Matki i Dziecka na warszawskiej Woli. Na szczęście były już na tyle duże, że nie wymagały inkubatora. Nie było powikłań. Dostały w pakiecie na urodziny cały komplet niezbędnych badań: trzy rodzaje USG, słuch i różne inne, o których niewiele wiem. Wiem, że na każdej z maszyn, które robiły badania było nalepione Serduszko Owsiaka. Widziałem. Cztery dni na oddziale neonatologii w ogóle sprawiły, że wiele widziałem. Pamiętam, że po pierwszym przejściu przez korytarz niewiele mogłem z siebie wydusić. Za szybami były małe kruszyny niewiele większe od mojej dłoni podłączone rurkami i przewodami do aparatury rodem ze Star Treka i Matrixa. Każdy z inkubatorów otoczony często kilkoma zwalistymi maszynami – na każdej Serduszko Owsiaka. Pamiętam, że rozmawiałem wtedy z wieloma lekarzami i pielęgniarkami. Każde z nich miało pewnie swoje poglądy polityczne, swoje opinie o rządzie Tuska i ulubione media z obu stron sceny politycznej. Wszyscy jednak mówili to samo: Owsiak ratuje życie.

Wiem dobrze, że z każdej stówy na Orkiestrę, dla dzieciaków nie idzie wszystko, ale 85 czy 90PLN. Że pozostała część idzie na fajerwerki, techników na koncertach albo organizację przedsięwzięcia. Nie mam pretensji do kogokolwiek, kto zamiast Orkiestrę wspomaga Caritas, Wioski Dziecięce albo Schroniska dla Zwierząt (akcje są szczytne i na pewno mniej nagłośnione). Nie powiem złego słowa komuś kto daje na tacę, albo nawet nie daje nigdzie. To prywatna sprawa każdego człowieka. Nie dajesz na Owsiaka? NAPRAWDĘ nie mam z tym problemu. 

ALE. No właśnie. Ale jak czytam dziś większość prawicowych blogów – chce mi się NAPRAWDĘ rzygać. Ci ludzie są DUMNI z tego, że nie dają do puszki Owsiakowi. Ba! Oni do swojego niedawania dorabiają wielką ideologię. Przy tym wszystkim nas – maluczkich – którzy Orkiestrę wspomagają – mają za idiotów albo w najlepszym razie za bezrozumny motłoch i stado baranów sterowane przez media. I właśnie tę dumną część prawicy mam za zwykłe śmieci.

czwartek, 22 grudnia 2011

Amok

Od lat Święta kojarzą mi się ze spędami rodzinnymi, amokiem trzepania dywanów, próbami jakiegokolwiek zerwania się gdziekolwiek (do kumpli nie wyjdziesz, bo u nich w domach dzieje się to samo), a potem wielkich dyskusji politycznych przy świątecznym stole kończących się nierzadko awanturami.

Dziwne, by nie powiedzieć chore, to połączenie pogańskiego święta Saturna, katolickich legend o Gwiazdce Betlejemskiej i czerwonego skrzata Coca-Coli nazwanego Św (???!) Mikołajem (przy czym, w zależności od położenia prezenty może też roznosić Aniołek, Dzieciątko, Gwiazdka, Gwiazdor albo Dziadek Mróz). Z sukcesem naszpikowane komercją amerykańskich speców od marketingu, i zdecydowanie bez sukcesu, ale za to za wszelką cenę uduchawiane przez księży.

W latach mojego dzieciństwa nie było wielkich handlowych mall'ów, ale i tak we wszystkich możliwych sklepach tworzyły się kilometrowe kolejki a ludzie wystawali w nich godzinami. Pamiętam, że jako dziecko zauważyłem, że ludzie w okresie przedświątecznym dostają dziwnego amoku. Dziś po latach jestem pewien, że to się nawet wzmogło. Unikam co prawda supermarketów w grudniu (dziękuję technologii za wynalazki w stylu Alma24.pl), ale możecie spróbować sami: popatrzcie na obcych ludzi w dużym centrum handlowym dziś albo jutro. Ich oczy będą rozbiegane, szalone, nie będą w stanie skupić się na jednej rzeczy, ruchy będą nieskoordynowane, rozedrgane, a ton głosu podniesiony. To szaleństwo ogarnia wszystkich bez wyjątku. Szaleni ojcowie poszukujący prezentów dla dzieci, gotowi zabić każdego kto stanie im na drodze, spocone dzieci z obłędem w oczach ganiające między półkami i szalone matki nieobecne wzrokiem, myślące już tylko o wieczerzy i dwunastu daniach.

PS. Dobrze, że nie mam już telewizji - przynajmniej nie frustruje mnie Kevin sam w domu.